Szedłem
ulicą Nowego Jorku spoglądając na uśmiechających się ludzi wokół mnie.
Od dawna nie czułem się tak szczęśliwy, przeprowadzka zmieniła moje
życie. Nie znałem jeszcze zbyt dobrze okolicy, ponieważ mieszkam tu
zaledwie tydzień, lecz czuję, że to miejsce jest stworzone dla mnie.
Zdążyłem pokochać tutejsze parki, sklepy i ludzi; są bardzo życzliwi. W Montanie byłem prześladowany przez rówieśników. Zostałem ich kozłem ofiarnym...
Przez przypadek wpadłem na kogoś. To była śliczna dziewczyna, która
mieszka niedaleko mnie. Szła na spacer ze swoim pieskiem. Poczułem coś
czego nigdy nie czułem. To było magiczne i niesamowite... Czyżby się
za-zakochałem? To niemożliwe...
- Cześć- przywitała się brunetka rozbawiona całą sytuacją.
-Hej- odpowiedziałem z trudem wykrztuszając coś na powitanie...
- Co robisz tak późnym wieczorem na mieście? Już ciemno.. - zapytała z uśmiechem.
-Rozmyślam. - stwierdziłem.
Co miałem powiedzieć? Że w domu czeka mnie następna awantura wywołana przez mojego ojca alkoholika? To chore...
-Co się stało?
-A co się niby miało stać? Wszystko w porządku...
-Nagle posmutniałeś... - wypowiedziała to poprawiając swoje włosy i po chwili unosząc palcami mój podbródek.
-Nie, nic się nie stało - odrzekłem.
- Wiesz, możesz mi wszystko powiedzieć , nikomu nie powiem, obiecuję- upierała się.
- Nie , nie będę cię zanudzał moimi problemami.
Najchętniej bym to wywalił z siebie, ale....kurcze no....
- Mam propozycje- rzekła i nie czekając na moja reakcje dodała - może pójdziesz się przejść ze mną ?
Musze przyznać , byłem lekko zaskoczony tą bezpośrednią 'propozycją', ale się zgodziłem.
Chodziliśmy jeszcze z jakiś czas, nawet nie pamiętam jak długo. Tak
dobrze się nam rozmawiało. Gadaliśmy o wielu rzeczach. Dopiero gdy
zadzwonił telefon dziewczyny zauważyliśmy jak już późno....
Brunetka odebrała telefon.
- To mój ojczym- powiedziała.
Nie uszło mojej uwadze, że spochmurniała.
-Mam już wracać do domu, uhhh będę mieć szlaban do końca życia - westchnęła.
- Nie może być chyba tak źle, co ? - powiedziałem. - Nie znasz mojego
ojczyma , jest z niego taki porządniś i wgl. Masz szczęście, że chociaż
ktoś się interesuje tym gdzie jesteś...- uświadomiłem sobie, że z każdym
słowem mówię coraz głośniej.
- Boże, spokojnie, nie denerwuj się. Nie chciałam cię urazić...
Wydawała się lekko przerażona moim wybuchem.
- Przepraszam.
-Nie, to ja powinienem cię przeprosić, niepotrzebnie się unosiłem, ale
po prostu też bym chciał, aby ktoś się mną tak interesował.
- Twoi rodzice? -spytała.
- Moja mama nie żyje, a mój ojciec... no cóż... to alkoholik.
I tak nam minęła podróż powrotna do domów.
Nie wiem kiedy to się stało i dlaczego , ale wszystko co do tej pory ukrywałem przed ludźmi, powiedziałem jej teraz...
- Do zobaczenia - rzekła otwierając drzwi od klatki schodowej.
- Pa - posłałem jej uśmiech na co ona odpowiedziała tym samym.
Już miała wchodzić na korytarz, ale złapałem ją za nadgarstek, odwróciłem i namiętnie pocałowałem. Oddała go... byłem w niebie.
- Wow - stwierdziła odrywając się ode mnie i przygryzając wargę. -Austin... muszę ci coś wyznać...
-Tak?
- Od chwili gdy cię ujrzałam..
- Nie musisz kończyć, ja też - powiedziałem chwytając Bridgit za
podbródek i delikatnie przysuwając ją do siebie musnąłem jej usta.
Dziewczyna chwyciła za moje włosy pogłębiając pocałunek.
-Tego się nie spodziewałem... - szepnąłem jej do ucha.
Dziewczyna z sekundy na sekundę zmieniała się w słodkiego buraczka. Była taka.... nie mam słów..
- Austin.. coś innego chciałam ci wyznać...
- Więc? - nie wiedziałem o co może jej chodzić.
- To.. to mój pierwszy raz...
- Nie szkodzi. Jestem twój.
Tym razem ona przysunęła się, kolejny raz mnie całując.
Pocałunek trwał długo... nie chcieliśmy się od siebie odrywać. Myślałem, że to sen....
- Jutro wieczór? - spytałem, gdy oddaliliśmy się od siebie na kilka centymetrów.
- Dobrze - stwierdziła z powolna umiarkowując swój oddech.
Po chwili 'rzuciliśmy' się na siebie kolejny raz. Tym razem ''z języczkiem''...
*tydzień później*
Jesteśmy razem, jest moim jedynym szczęściem; mam nadzieję, że ona
myśli tak samo jak ja. Kocham ją całym swoim sercem. Widzimy się
codziennie. Dziś nie wyobrażam sobie ani dnia bez niej...
......................................................................................................................
Cześć! Piatek rano, a ja dodaje imagin :D Czasem myślę czy psycholog mi nie jest potrzebny... nie ważne; przechodzimy do rzeczy.
Jest napisany przeze mnie i Kalę Wąsalę. Mam nadzieję, że się choć trochę podoba.
P.S. Został zamieszczony także na stronce, na której jestem adminką, uprzedzam, bo nie chciałabym być posądzana za kopiowanie. Ja czmycham do koleżanki... po południu następna notka ;)
see ya!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz